Jawa TS350. Po remoncie generalnym. Gotowa do przemierzania świata.
Ładnych kilka lat temu stałem się posiadaczem maszyny zza południowej granicy. Nie zachwycała stanem, więc po kilku trasach (jeszcze nawet nie miałem prawa jazdy) zabrałem się za rozbiórkę i remont. Niestety dopiero wtedy zauważyłem, że rama jest krzywa. Wyremontowałem jednak sam silnik i temat Jawy został tymczasowo porzucony(było to jeszcze sporo przed 2003 rokiem). W 2004 kupiłem następną jawę w stanie "dobrym". Nawet nie zdążyłem dojechać na pierwszy zlot (pierwszy dalszy wyjazd), kiedy to nagle klamka sprzęgła zaczęła luźno latać i coś zaczęło stukać w silniku. Zostałem unieruchomiony w szczerym polu. Z pomocą i drugim silnikiem przy okazji, przyjechał wtedy mój wujek. Okazało się, że poprzedni właściciel w ogóle nie dał podkładki zabezpieczającej sprzęgło przed odkręceniem się. Zastanawiałem się wtedy jakie jeszcze inne niespodzianki mnie czekają. Zdecydowałem się na remont generalny. Kartery w drugiej jawie okazały się lekko popękane. Remont i dopieszczenie szczegółów zajął mi 2 zimy. Po "połączeniu" dwóch Jaw, zakupie wielu nowych części, dorabianiu czy modyfikowaniu podzespołów, powstał mam nadzieje bezawaryjny motocykl, gdzie wartość włożonej pracy i pieniędzy kilkukrotnie przekracza rynkową wartość samego motocykla (nie mówiąc już o akcesoriach). Myślę, że już nigdy go nie sprzedam.> |