|
Dzień 30
13.08.07 Poniedziałek
15 km
Kilometrów od domu: 8460
Pranie, pranie i odpoczynek. Ja wreszcie mam dostęp do Internetu.
Dzień 31
14.08.07 Wtorek
80 km
Kilometrów od domu: 8540
Śmigamy po Paryżu. Zawsze chciałem tu pojeździć motocyklem. A co dopiero Jawą. Nikt nie zna tu takiego motocykla i wzbudzamy ogólną sensacje szczególnie z tymi zbiornikami przy gmolach. Wszyscy czytają napis na baku jako [dżawa]. Zahaczamy też o Wersal.
Dzień 32
15.08.07 Środa
50 km
Kilometrów od domu: 8590
Pogaduchy i kilka rundek po Paryżu.
Dzień 33
16.08.07 Czwartek
15 km
Kilometrów od domu: 8605
Podobnie jak wczoraj.
Dzień 34
17.08.07 Piątek
0 km
Kilometrów od domu: 8605
Idziemy do Muzeum nad brzegiem Branly. Muzeum starożytnej Azji, Ameryki, Afryki i Oceanii. Miejsce naprawdę warte odwiedzenia jeśli ktoś interesuje się podróżami.
Dzień 35
18.08.07 Sobota
525 km
Kilometrów od domu: 9130
Liczę sobie kilometry i zauważyłem, że miło by było zrobić Jawą te 10000 km ;) Jedziemy jeszcze do koleżanki z liceum do Amsterdamu. Trasa mija bezproblemowo, pomijając przelotny deszczyk. Wieczorem jesteśmy na miejscu. Ania wita nas gorąco.
Dzień 36
19.08.07 Niedziela
0km
Kilometrów od domu: 9130
Łazimy po Amsterdamie. Rowery, sklepy, bary, Red Light street, parada "przebierańców" :P. Obeszliśmy co najważniejsze.
Dzień 37
20.09.07 Poniedziałek
576 km
Kilometrów od domu: 9706
Jedziemy na północ 30 km nasypem prostym jak strzała. Po lewej i po prawej stronie morze Północne i pustka na horyzoncie. Jedziemy do Hamburga. Po drodze łapie nas burza. Nawet nie zdążyliśmy założyć strojów. Trochę przemokliśmy. Pytam o drogę i próbuje przeliterować holenderską nazwę miejscowości. Kobieta na stacji pokłada się śmiechem. "Yes, yes, it's dutch". Wychodzi słońce i jedziemy dalej. Wjeżdżamy na autostradę. Znowu zaczyna padać. Tym razem na parkingu, już podczas deszczu, schowani pod drzewem ubieramy stroje. Kawałek dalej strzela mi rezerwa. Stacji jak nie było tak nie ma. Motocykl przerywa. Koniec paliwa, jest zjazd na jakaś miejscowość. Zjeżdżam na oparach i co widzę
stacja benzynowa, a nie było żadnych oznaczeń na autostradzie. Jesteśmy uratowani. Wieczorem zjeżdżam na boczną drogę w poszukiwaniu noclegu. Wszystko już pozamykane bo zanim coś znaleźliśmy, zrobiliśmy tymi drogami sporo kilometrów i jest już środek nocy. Wjeżdżam w dróżkę wzdłuż pola kukurydzy. Dziwnie się czuje wiedząc, że to ostatni nocleg na wyjeździe. Rozbijamy namiot w wysokiej trawie i kładziemy się spać.
Dzień 38
21.08.07 Wtorek
451 km
Kilometrów od domu: 10157
Leje od rana. Siarczysty deszcze pada praktycznie do południa. Nie wychodzimy z namiotu do drugiej. Jakoś się nam nie spieszy w ostatni dzień. Ale ile można siedzieć w namiocie. Wychodzę. Pada. Przechodzę 20 metrów. Nie pada. Co jest? Od 1,5 godziny padało na nas już tylko z przeogromnych dębów. Po ciemku nie widziałem gdzie dokładnie rozbijam namiot. No to mamy ubaw ;P. Jedziemy do domu. Znowu coś nie ma stacji. Paliwa też nie ma. Kończy się przed wjazdem na przydrożny parking. Na parkingu zaczepiam Niemca. Przechylamy razem motocykl tak by paliwo z prawej strony baku przelało się na lewą. Dolewam też 0,8 litra z butli do gotowania. Stacja jest za 7 km. 45 km przed domem pęka osłona łańcucha. Jedna z dwóch prowizorek które miałem w motocyklu przed wyjazdem. Obie nie wytrzymały. (ta pierwsza to prawe mocowanie przedniej szyby. Nie zdążyłem dorobić i zamocowałem paskiem aluminium). Dojechaliśmy szczęśliwie. To była wspaniała przygoda.
|